z potrzeby pisania
dreamsoffpassion.blog.interia.pl
Klik sympatii
Aktualna liczba głosów:
 
659
Księga gości
 
 

Każdy początek jest nowym wyzwaniem

Ale każdy początek to tylko ciag dalszy

A Księga Przeznaczenia otwiera się pośrodku
 
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
6094
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
453
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
17
Archiwum
Rok 2012
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031


Drogi Odwiedzający!
Daję Tobie klucz do mojego wirtualnego świata. Jesteś mile widzianym gościem. Tu nie ma przymusu. Nie musisz czytać moich zapisków- i jeśli nie podoba Ci się mój styl, forma czy treść tego bloga w każdej chwili możesz opuścić tę stronę. To nie jest sztuka pod publikę, to moje miejsce, dla mnie, więc nie oceniaj mnie okiem krytyka w oparciu o kilka zdań, napisanych pod wpływem chwili. Pozostaw po sobie dobre wrażenie, lub nie zostawiaj niczego ;-).

Notki
2011-10-11
 Jestem właściwie na starcie, ale zaczynam się denerwować. Przyjaciele mieli ściskać kciuki, a ledwo tylko chyba trzymają :-).

Wczoraj zostałam poproszona do biura pośrednictwa pracy- były dwie oferty na strefę. Dojazd zajmowałby około godziny, ale firma podstawia pracownikom bezpłatny autobus. I ładne pieniądze- nie to co po sklepach. Wysłałam im CV w sobotę, a w poniedziałek o 9.20 już do mnie dzwonili.

Miałam test precyzyjności polegający na wrzucaniu śrubek z nakrętkami przez lejek prawą i lewą ręką- na czas. Nie wiem, jaki powinien być pozytywny wynik. Z chęcią sprawdziłabym, jak wygląda taka praca przy taśmie… Pani miała dzwonić do dzisiaj. Cisza.

Za to byłam dziś na drugiej rozmowie, tym razem do sklepu. Potrzebują od zaraz, ale jak mi pani przedstawiła warunki to zdębiałam. Zmiany po 12 godzin, stawka oczywiście 950 zł. I najlepiej to od jutra… Rozbolała mnie głowa. To nie jest chyba tyle warte…

Jutro planuję podejść do dwóch supermarketów w pobliżu domu. Lepiej na takiej pracy wyszłabym nie angażując środków na dojazd…

Szukam.

Jutro Przyjaciółka Przyjaciółki chce mnie wkręcić na jakieś masaże.Dobrze mi zrobi jakieś towarzystwo, ale nie wiem czy koniecznie jej.  Brat już doniósł wszem i wobec, że ja zła i bezczelna ośmieliłam się rzucić pracę i siedzę w domu za pieniądze Mojego Mężczyzny. Eh.

2011-10-08
 A więc jestem bezrobotna. Od dziś. Właściwie to od jutra- dziś jeszcze mija mój urlop. Koniec ery Butowej Sieciówki w moim życiu. I co teraz? Wysłałam kilka aplikacji. Zastanawiam się nawet nad pracą w systemie czterobrygadowym na strefie- dzisiaj wysłałam CV. Kuszą mnie zarobki. Mogłabym przeznaczać część wypłaty na swoje nowe hobby… Obok plusów tyleż samo ujemnych aspektów pracy tego charakteru.  Nie ma i tak co się zgłębiać, jeśli nie było telefonu z zaproszeniem.

Tymczasem dziś po 16.00 zadzwoniła do mnie pani z firmy X, że zaprasza na interview w przyszłym tygodniu. W pierwszej chwili nie skojarzyłam nazwy, dopiero Mój Mężczyzna mnie oświecił, że to jakaś odnoga interesu w którym on siedzi. Wow! Zapraszają mnie na rozmowę do firmy Prezesa Mojego Mężczyzny, który generalnie na warunki pracy ( i płacy) nie narzeka- aczkolwiek mi proponują sklep, a on siedzi na magazynie i to z własną działalnością. Wprawdzie składałam do innego sklepu, ale może propozycja będzie bardziej kusząca niż pierwotne założenie. Byliśmy z Mężczyzną w tym pierwszym ich sklepie i nie bardzo mi się spodobało…

Ważne, że mam jakieś zaproszenie- cieszę się. Mówią, że bardzo kiepsko jest teraz z pracą, więc zdążyłam się zmartwić jeszcze zanim zaczęłam cokolwiek szukać. Mam kilka dni, żeby przygotować się na tą rozmowę. Albo dopisze mi szczęście, albo będę jeszcze miała okazję poćwiczyć w innych miejscach…

2011-10-03
 Ucieszył mnie powrót po wakacjach na studia. Uwielbiam to! Miło zobaczyć te wszystkie twarze, porozmawiać- być w środku. Nadal jestem uznawana za starostę. Będzie kilka trudnych do przeskoczenia zagadnień. Pani od zamówień publicznych wygląda bardzo groźnie i tak samo groźnie ostrzegła nas przed swoimi wymaganiami. Pan od prawa podatkowego jest z kolei przemiły, wesoły- ale my na trzecim roku nie dajemy się już nabrać- wywiad ruszył i wiemy, co może nas czekać w sesji. W tym semestrze będzie także cos co tygryski tak bardzo lubią- prawo pracy; mój konik.

Dobrze być wśród moich koleżanek w tych trudniejszych chwilach. Opowiedziałam im o pracy…

- Ty masz jakąś nerwicę już chyba. Cała się trzęsiesz!- powiedziała któraś.

I jeszcze kilka razy usłyszałam, że jest nie tak jak było.

Muszę się zresetować, uspokoić, wyciszyć. ODPOCZĄĆ.

Ctrl+ALT+Delete

Ale wcisnął mi się wewnątrz przycisk ciągłej analizy… Mężczyzna nie wytrzymał w sobotę i wyszedł z mieszkania na spacer, bo nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Ciężko mu zrozumieć, że to trzy lata mojego życia i tylko dlatego się posypały, że przyszła taka pani kierownik od siedmiu boleści.

W ostatnią sobotę to już w ogóle przegięła pani kierownik. Zamykałam dzień w piątek. Sobota cała bezstresowa. Wieczorem ognisko z Przyjaciółką Przyjaciółki i jej facetem. Ależ miło! Nad nami zmierzch, piękne czyste niebo- przed nami spokojna tafla jeziora. Odgłosy ptaków. Godzina 20:30 dzwoni telefon. Praca.

- Kasa się nie zgadza- mówi pani kierownik.- Jak liczyłaś?! Jak sprawdzałaś?!

Odpowiadam, że mi się zgadzała wieczorem dzień wcześniej. Sejf liczyła koleżanka, a nie ja.

A ona do mnie z krzykiem:- Czy ty rozumiesz co ja mówię!!! Jest źle, nie zaksięgowałaś bonów. Nic się nie zgadza!!!

- To nie wiem jakim cudem. Mi się zgadzało.- taki był stan faktyczny. Zawsze sprawdzam.

Miała policzyć jeszcze raz. Dostałam potem smsa z bramki internetowej, że jednak się zgadza. A potem jeszcze wyszło, że bony były bardzo dobrze zaksięgowane, że nawet i rękę dałabym za nie uciąć, bo uczyłam nową jak to się robi, więc pamiętałam- a w ogóle to one pojawiły się w kasie w czwartek a nie w piątek. Zorientowana pani kierownik, nie ma co. Wyszło, że nie policzyła gotówki cały dzień przejmując po mnie kasę w sobotę rano. Dopiero wieczorem cos jej się nie zgadzało. Przez cały dzień to ona mogła zrobić manko, a na mnie się drze w mój wolny dzień. Nienormalna.

Cieszę się, że nie będę już z tą kobietą pracować.

Słyszałam, że koleżanka chciała się zapytać o weekendy- dlaczego ona ma trzy pracujące a nowa tylko półtora. Usłyszała: „Nie życzę sobie takich dyskusji!”. Biedna koleżanka, chciała tylko porozmawiać… jakoś to sprawiedliwie rozwiązać.

Oj wróci to wszystko, wróci do niej, co wyrzuca.

Analizuję ciągle dlaczego odeszłam. Wychodzi, że to był mobbing. Pani kierownik umniejszała moje zasługi, moje doświadczenie i moją sprzedaż środków do pielęgnacji obuwia. Odpowiedzialność za prowadzenie zmian powierzała tym, co krócej pracują ode mnie. Faworyzowała koleżankę, która narzeka po cichu, zaciska zęby i nie walczy o swoje. Mimo, że w systemie nadal był tylko mój login do Internetu i wszystkie z niego korzystały, to ja byłam najmniej zaangażowana w prowadzenie zmiany. Rozdając nowe obowiązki po odejściu poprzedniej koleżanki mnie wymieniła na końcu, jako tylko pomoc i dodatek. Miesiąc miałam same popołudniówki…

Lista jest cholernie długa. Stąd nerwica. W ostatni mój dzień Kierownica podeszła do tej drugiej faworyzowanej koleżanki i zaczęły coś mówić, że tamta jej podpisze papier o pełnieniu funkcji zastępcy kierownika. Póki byłam zatrudniona nie mogły mnie przeskoczyć.

I tak przeszłam ścieżkę kariery w salonie z butami od sprzedawcy na cały etat przez starszego kasjera do sprzedawcy na ¾ z najmniejszymi uprawnieniami.

Zmienia się moje życie. Na lepsze? Na „od początku”. I lepiej jak najdalej od niekompetentnych, rozhisteryzowanych i niepewnych siebie kierowników- strzeż mnie Boże od takich, nigdy więcej!

Zwykła zazdrość- bo mam Mężczyznę, teściowa popilnuje Małej, w szkole świetnie mi idzie, żadnych poprawek średnia 4,38 z zeszłego semestru. Starosta grupy. I wszystko godziłam ze sobą. Kierowniczka powiedziała zresztą, że Mężczyzna to mi się trafił jak ślepej kurze ziarno. Nie prawda- znaleźliśmy siebie, wybraliśmy i pracujemy nad związkiem- ale to nasza sprawa.

Poszukuję pracy. Wysłałam CV do call center. Wczoraj moje kolezanki ze szkoły na okienku załatwiły samochód i kierowcę, żebym zdążyła zawieść aplikację do fajnego sklepu- kierowniczka mnie zna z widzenia; już ma poumawiane spotkania niestety na dziś, ale jak jej się nikt nie spodoba to będzie dalej dzwonić. Rano wysłałam do sklepu dla którego zlecenia robi mój Mężczyzna.

Jakoś to będzie…

 


Zobacz serwisy INTERIA.PL