| Ucieszył mnie powrót po wakacjach na studia. Uwielbiam to! Miło zobaczyć te wszystkie twarze, porozmawiać- być w środku. Nadal jestem uznawana za starostę. Będzie kilka trudnych do przeskoczenia zagadnień. Pani od zamówień publicznych wygląda bardzo groźnie i tak samo groźnie ostrzegła nas przed swoimi wymaganiami. Pan od prawa podatkowego jest z kolei przemiły, wesoły- ale my na trzecim roku nie dajemy się już nabrać- wywiad ruszył i wiemy, co może nas czekać w sesji. W tym semestrze będzie także cos co tygryski tak bardzo lubią- prawo pracy; mój konik.
Dobrze być wśród moich koleżanek w tych trudniejszych chwilach. Opowiedziałam im o pracy…
- Ty masz jakąś nerwicę już chyba. Cała się trzęsiesz!- powiedziała któraś.
I jeszcze kilka razy usłyszałam, że jest nie tak jak było.
Muszę się zresetować, uspokoić, wyciszyć. ODPOCZĄĆ.
Ctrl+ALT+Delete
Ale wcisnął mi się wewnątrz przycisk ciągłej analizy… Mężczyzna nie wytrzymał w sobotę i wyszedł z mieszkania na spacer, bo nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Ciężko mu zrozumieć, że to trzy lata mojego życia i tylko dlatego się posypały, że przyszła taka pani kierownik od siedmiu boleści.
W ostatnią sobotę to już w ogóle przegięła pani kierownik. Zamykałam dzień w piątek. Sobota cała bezstresowa. Wieczorem ognisko z Przyjaciółką Przyjaciółki i jej facetem. Ależ miło! Nad nami zmierzch, piękne czyste niebo- przed nami spokojna tafla jeziora. Odgłosy ptaków. Godzina 20:30 dzwoni telefon. Praca.
- Kasa się nie zgadza- mówi pani kierownik.- Jak liczyłaś?! Jak sprawdzałaś?!
Odpowiadam, że mi się zgadzała wieczorem dzień wcześniej. Sejf liczyła koleżanka, a nie ja.
A ona do mnie z krzykiem:- Czy ty rozumiesz co ja mówię!!! Jest źle, nie zaksięgowałaś bonów. Nic się nie zgadza!!!
- To nie wiem jakim cudem. Mi się zgadzało.- taki był stan faktyczny. Zawsze sprawdzam.
Miała policzyć jeszcze raz. Dostałam potem smsa z bramki internetowej, że jednak się zgadza. A potem jeszcze wyszło, że bony były bardzo dobrze zaksięgowane, że nawet i rękę dałabym za nie uciąć, bo uczyłam nową jak to się robi, więc pamiętałam- a w ogóle to one pojawiły się w kasie w czwartek a nie w piątek. Zorientowana pani kierownik, nie ma co. Wyszło, że nie policzyła gotówki cały dzień przejmując po mnie kasę w sobotę rano. Dopiero wieczorem cos jej się nie zgadzało. Przez cały dzień to ona mogła zrobić manko, a na mnie się drze w mój wolny dzień. Nienormalna.
Cieszę się, że nie będę już z tą kobietą pracować.
Słyszałam, że koleżanka chciała się zapytać o weekendy- dlaczego ona ma trzy pracujące a nowa tylko półtora. Usłyszała: „Nie życzę sobie takich dyskusji!”. Biedna koleżanka, chciała tylko porozmawiać… jakoś to sprawiedliwie rozwiązać.
Oj wróci to wszystko, wróci do niej, co wyrzuca.
Analizuję ciągle dlaczego odeszłam. Wychodzi, że to był mobbing. Pani kierownik umniejszała moje zasługi, moje doświadczenie i moją sprzedaż środków do pielęgnacji obuwia. Odpowiedzialność za prowadzenie zmian powierzała tym, co krócej pracują ode mnie. Faworyzowała koleżankę, która narzeka po cichu, zaciska zęby i nie walczy o swoje. Mimo, że w systemie nadal był tylko mój login do Internetu i wszystkie z niego korzystały, to ja byłam najmniej zaangażowana w prowadzenie zmiany. Rozdając nowe obowiązki po odejściu poprzedniej koleżanki mnie wymieniła na końcu, jako tylko pomoc i dodatek. Miesiąc miałam same popołudniówki…
Lista jest cholernie długa. Stąd nerwica. W ostatni mój dzień Kierownica podeszła do tej drugiej faworyzowanej koleżanki i zaczęły coś mówić, że tamta jej podpisze papier o pełnieniu funkcji zastępcy kierownika. Póki byłam zatrudniona nie mogły mnie przeskoczyć.
I tak przeszłam ścieżkę kariery w salonie z butami od sprzedawcy na cały etat przez starszego kasjera do sprzedawcy na ¾ z najmniejszymi uprawnieniami.
Zmienia się moje życie. Na lepsze? Na „od początku”. I lepiej jak najdalej od niekompetentnych, rozhisteryzowanych i niepewnych siebie kierowników- strzeż mnie Boże od takich, nigdy więcej!
Zwykła zazdrość- bo mam Mężczyznę, teściowa popilnuje Małej, w szkole świetnie mi idzie, żadnych poprawek średnia 4,38 z zeszłego semestru. Starosta grupy. I wszystko godziłam ze sobą. Kierowniczka powiedziała zresztą, że Mężczyzna to mi się trafił jak ślepej kurze ziarno. Nie prawda- znaleźliśmy siebie, wybraliśmy i pracujemy nad związkiem- ale to nasza sprawa.
Poszukuję pracy. Wysłałam CV do call center. Wczoraj moje kolezanki ze szkoły na okienku załatwiły samochód i kierowcę, żebym zdążyła zawieść aplikację do fajnego sklepu- kierowniczka mnie zna z widzenia; już ma poumawiane spotkania niestety na dziś, ale jak jej się nikt nie spodoba to będzie dalej dzwonić. Rano wysłałam do sklepu dla którego zlecenia robi mój Mężczyzna.
Jakoś to będzie…
|